poniedziałek, 6 czerwca 2011

Byliśmy tacy piękni!

Oni zmuszają was, żebyście myśleli, że tak ma być. Ale to nie tak! 
 Jesteśmy młodzi. Powinniśmy za dużo pić. Powinniśmy się źle zachowywać i ruchać się do upadłego. Imprezy są dla nas... Tak to już jest. Kilkoro z nas przedawkuje albo zwariuje, ale Karol Darwin powiedział: "Nie zrobisz omletu bez rozbicia kilku jajek". I o to właśnie chodzi - o rozbijanie jajek! A przez jajka mam na myśli rozpierduchę na melanżach. Gdybyście mogli się zobaczyć... Łamiecie mi serce, nosicie swetry! A mieliśmy wszystko. Zjebaliśmy swoje życia szybciej i lepiej, niż jakiekolwiek pokolenie przed nami. Byliśmy tacy piękni! Jesteśmy zjebami. Ja jestem zjebem i planowałem taki być, nim skończę 20 lat, może nawet przed 30stką. I prędzej ruchnę własną matkę, nim pozwolę jej, albo komukolwiek innemu odebrać mi to!

Przemowa Nathana
Misfits 1x05

No cóż...  Trochę racji w tym jest - słowa uspokajające i w jakiś sposób przemawiające do człowieka. Polecam odcinek jak i ten serial! :)

wtorek, 25 stycznia 2011

Oddziaływanie muzyki na uczucia

Nie da się ukryć, że muzyka - jakąkolwiek kto lubi - powoduje zmianę nastroju. Uczucia czy emocje są nasączane każdym dźwiękiem, przez co stają się silniejsze, słabsze, wrażliwsze - zależnie od tego z czym nam się kojarzy i przede wszystkim jak jest ona wyrażana... Nie wiem jak wy, ale mam wiele utworów czy scieżek dźwiękowych, które z łatwością mogę przypisać do jakichś wydarzeń w swoim życiu. Ważnych i tych mniej ważnych.
 Natchnęło mnie, by napisać tą notkę, zauważając dzisiaj folder w ścieżkach dźwiękowych zatytułowany 'Braveheart Soundtrack'. Tak, jest to muzyka z filmu o tym samym tytule (swoją drogą film po prostu trzeba zobaczyć - jedna z najpiękniejszych historii ukazanych w filmie, serio). Sam film zobaczyłem w styczniu 2010 roku. Pierwszy raz sam, drugi raz z przyjaciółką, trzeci z dziewczyną.
 Była zima, miałem sporo problemów na głowie - ogólnie jeszcze nie wiedziałem wtedy, jak intensywnie do dziś będę odczuwał "klimat" tamtych dni i miesięcy i jak powiąże się on z tą muzyką i osobami. Bo tak, momentalnie po oglądnięciu filmu wiedziałem, że ta muzyka jest zbyt cudowna, żeby ją przeoczyć. Pobrałem, zacząłem słuchać. I słuchałem wiele dni, tygodni, nawet miesiącami, choć fakt faktem rzadziej niż wcześniej. W lutym zerwaliśmy z dziewczyną - był to dla mnie wielki cios. Została mi przyjaciółka. Stała się dla mnie najważniejszą, namacalną osobą. Mijały miesiące - i czym więcej tego czasu upływało, słuchając muzyki z Bravehearta, samoistnie pojawiało się wyobrażenie "tamtych dni", "tamtego klimatu". Było to coraz mocniejsze. W końcu przyszedł czas, kiedy i z przyjaciółką się pożegnałem - a było to we wrześniu. Kolejny poteżny cios. Bo straciłem ponownie osobę najważniejszą. Od tamtego czasu zauważyłem, że kiedy chciałem przesłuchać jakichś wybranych utworów ze ścieżki dźwiękowej - a chciałem bardzo, gdyż naprawdę mi się podoba; jest cudowna- po prostu nie mogłem. Wywoływała nostalgię, smutek. Metaforycznie przenosiłem się w czasie, do tamtego klimatu. Styczeń, luty. Ona... i ona. Zima. Śnieg. Kotłownia. I masa innych rożnych, nawet niepowiązanych ze sobą zdarzeń, miejsc i osób. To po prostu jak ścieżka dźwiękowa we własnym życiu - jak pamiętnik w wersji muzycznej. Tym stała się ta muzyka. Jednak... nie można czytać stron w notatniku, które wywołują same może i piękne, ale smutne i depresyjne odczucia wymieszane z tęsknotą i nostalgią, prawda?
 Nadszedł dziś dzień. Kończy się styczeń i nie wiem... może to przypadek, może po prostu podświadomość sama mi podsunęła owy folder pod szkiełko... ale stwierdziłem, że tak dłużej nie może być. Trzeba się z tym zmierzyć. Mieć tą stronę w pamiętniku, ale mieć ją bez tych odczuć. Da się tak? Nie wiem. Jednak kiedy muzyka jest piękna, kiedy związała się z nami w jakiś nostalgiczny sposób, chcemy, by dalej trwała z nami. Przypominała o tym wszystkim - nawet z poziomu doświadczenia - jednak, żeby tak nie raniła. I chociaż wiem, że szanse są nikłe, po prostu nie chcę już dłużej bać się jej sluchać, obawiając się niepotrzebnego bólu.

 Pisząc to, chcę tylko przekazać, że to nie my wybieramy te własne ścieżki dźwiękowe życia. I nawet pisząc 'ścieżka dźwiękowa', mam na myśli zapach, miejsce... może to być wszystko. Dla mnie jednak przeważnie jest to muzyka. Owe scieżki powstają same, bez zapowiedzi, automatycznie. Podświadomość sama je przypisuje czemuś, komuś... lub temu wszystkiemu naraz. Pragnę tylko dodać, że jest to cudowna sprawa - własny wehikuł czasu - wspomnienia ożywają, stają się niemal namacalne... I wiem, że każdy na swój sposób ma takie scieżki dźwiękowe.